15 sierpnia 2013

Stacja 41 - Kartki

Rozdział późno dlatego, że nie było mnie w domu pewien czas. Sam z reszta pisany u dentysty :) 
Czekam na komentarze ^^


Kristen siedziała i wymyślała treść ogłoszenia. Ann piła poranną kawę w kuchni. Było koło 11:00. Reszta dopiero się ogarniała. Kiedy Slash i Izzy zeszli na dół Kristen od razu się do nich zwróciła.
-Słuchajcie, potrzebuje kasy na wydruk.
-Serio? Nie dość, ze chodzimy jej szukać, to jeszcze mam dawać ze swojej kieszeni na wydruk przez jakąś małolatę? – Warknął Slash.
-Małolatę?! – Izzy podleciał mu do gardła ze wściekłością w oczach.
-Toć uspokój się. Nie będziecie się teraz napierdalać – Carver starała się uspokoić chłopaków. Kiedy już jej się udało wzięła od nich 25$ i wyszła z domu z kartką.

Podczas jej nieobecności reszta domowników zaczęła przechodzi dc w tryb dzienny. Ann stałą przed domem z papierosem gdy jej wzrok zwróciła wystająca spod wycieraczki kartka. Wzięła ją i ze szlugiem w buzi zaczęła czytać. Gdy jej oczom ukazało się ostatnie już słowo ten wypadł jej z ust. Biegiem wróciła do środka. Nie mogła się wysłowić więc po prostu dała kawałek papieru grupie chłopaków siedzących na sofie. A ci z zainteresowaniem czytali to co było tam napisane:

‘’Witam szanownych Gunsów.
Zapewne nie ma teraz z wami Madison. Ja wiem gdzie ona jest. Nie bójcie się o nią. Siedzi sobie w klatce… w piwnicy i zapewne pije herbatkę. Uroczo prawda?
A więc już tłumacze co się z nią działo podczas tych dwóch dni. Steven wiem, że się martwisz o siostrzyczkę, ale możesz być spokojny. Za to pan Stradlin ma się czego obawiać. Ty i ona podlegacie sobie. Jeśli twoja kochana nie zrobi tego co będę chciał ty za to zapłacisz. Ale jeśli ty nie będziesz, to ona. Proste prawda? Dobrze, że się rozumiemy. No tak… miałem opowiadać. Maddy jest dziwką Co tu więcej tłumaczyć. Zamiast zaspokajać Ciebie ssie pały jakiś niewyżytych facetów. Ale nie musicie się bać o jej zdrowie. W mojej piwnicy ma i koleżanki i miłą atmosferę i jedzenie. Ale póki co muszę kończyć ten list.
Do zobaczenia, buziaczki!
Frank’’
-Zajebie skurwiela! – Wydarł się Izzy.
-I co teraz kurwa zrobimy? – Spytał Duff.
-Musimy poczekać aż Kristen wróci – Odpowiedziała Ann.
-I co? Idziemy jej znowu szukać? –Znów zadał pytanie – Przecież to jest jak szukanie igły w stosie siana. LA jest wielkie. Nie znajdziemy jej w ten sposób. Tym bardziej tak szybko.
 -Ale musimy! – Krzyknął Steven przez łzy – Wiecie co mi zrobią rodzice jak dowiedzą się że ich córka jest przetrzymywana w jakieś piwnicy i co gorsza jest jakąś laską spod latarni?! Jakby tego było mało, była pod moją opieką. A to moja siostra, kurwa wiecie kim ona dla mnie jest?!
-Siostrą? – Powiedział spokojnym głosem McKagan.
-Duff idioto! – Smith spojrzała na niego wzrokiem jakby chciała go zabić, a ten od razu się zamknął - Poczekamy na Kristen i wymyślimy jakiś plan – Stwierdziła potem.
***
Kiedy Carver wróciła z plikiem karteczek w dłoni cała uradowana jej uśmiech szybko zszedł z twarzy gdy dowiedziała się co się stało.
Wieczorem wszyscy poszli pukać do domów. Tak wymyślili. Ale by było bezpieczniej dziewczyny były razem i ruszyły na osiedla gdzie były setki domków obok siebie. Duff poszedł w mniej odwiedzane dzielnice miasta. Znał je doskonale. Hudson został w pobliżu Sunset. Steven skierował się w miejsca gdzie zwykle stoją dziwki czekając na swoich klientów. Izzy jeździł samochodem po całej okolicy i dalej, wypatrując swojej dziewczyny. A Rose który zdążył wytrzeźwieć i pod sprawą przymusu został zmuszony do pomocy obserwował kluby i meliny.
Pukali do domów i czatowali na ulicach do prawie 4 rano. Ale nikogo Maddy nie zobaczyli. Nad ranem Carver i jej przyjaciółka spały w Hellhouse był z nimi też Slash i Steven. McKagan, Axl i Izzy najwidoczniej zaginęli w akcji. A biorąc sprawę jaśniej to Isbell spał na parkingu w samochodzie prawie za miastem. Duff na jakiejś ławce w parku. A Rose? Rose w najlepsze bawił się w jakimś klubie z 2 cycatymi brunetkami całkowicie pijany.
***
Gdy już reszta wróciła z zeszło dniowej wyprawy zaczęli dyskutować.
-No kurwa mam dość! Mam dość tego codziennego łażenia i wypatrywania Maddy – Zdenerwował się Slash.
-A co mamy robić? – smutno stwierdziła Kristen.
-No nie wiem. Przebierzmy się za super bohaterów czy coś – Powiedział Duff, a potem…
-JA ZAKLEPUJE BATMANA! – Jednocześnie wydarł się on i Steven.
-Nikt tu kurwa nie będzie Batmanem! Sio za drzwi! – Krzyknęła Ann – Ale już!
Wyszli ze spuszczonymi głowami. Pomyśleli, ze nie chcą stać przed domem więc zaczęli się przechadzać. Gdy szli rozmawiając wpadł na nich pijany Axl. Bredził coś, ale nie dało się nic zrozumieć  z tego. Odprowadzili go do domu.
Godzinę później.
Gdy ten już napił się wody i położył, dziewczyny próbowały się z nim dogadać. Ale to jak rozmowa z kozą. Z jego słów rozumiały tylko Maddy i.. cycki.
-No Axl do cholery mów co się wydarzyło.
-Nuo… Byo ya wydghzayem Madry. Buijh onsa f Tyn klyby btrghla.
-Czeka, czekaj. Widziałeś Maddy?!
-Prfzecesz fdam – Zrobił sobie chwilową przerwe by móc się zrzygać – Cyaly casf fsam mognfgje sze jom wydxziaklem.
-Ja pierdolę! Axl gadaj gdzie?!
-F klkbvie.
Dziewczyny prawie natychmiastowo odeszły od rudzielca i pobiegły do reszty.

Teraz może nareszcie dowiedzą się gdzie jest ich przyjaciółka i ją znajdą.

5 sierpnia 2013

Stacja 40 - Klatki

Taki krótki, ale nie jestem w najlepszym nastroju do pisania. Mam troche głupi tydzień, ale ogarnę to chyba. Nie wiem co pisać więc proszę tylko o pozostawienie komentarzy, lub jeśli ktoś w ogóle przeczytał zaznaczy czy mu się pdoobało c: /Agata

Rozdział dedykuje mojej rudej koleżance Natalii, która  lubi dziwki :))))



Dziewczyna leżała na kanapie. Cały makijaż miała rozmazany, a ciuchy poszarpane. Włosy poplątane i rozczochrane. Obok niej stał ten sam mężczyzna przeliczający plik banknotów z uśmiechem.
-Dobrze się spisałaś – Mówił, ale nikt mu nie odpowiadał. Bo kto by miał? Skoro Maddy była nieprzytomna. Chowając w kieszeń hajs odszedł do innego pokoju. Po dwóch, może trzech godzinach, blondynka zaczęła się budzić. Usiadła na skraju łóżka i rozejrzała się wokoło. Nie była już pod jego ‘’kontrolą’’. Nie wiedziała czemu skąd i gdzie jest. Wtedy pojawił się facet.
-O. widzę, że panienka juz wstała, po przeżyciach tamtej nocy. Kawy, herbaty?
-Kim ty kurwa jesteś i co ja tu robie? I gdzie ja jestem? – Podniosła głos Madison.
-Spokojnie. Zaraz Ci wszystko wytłumaczę. Ale Może jednak się czegoś napijesz. Dawno nie miałaś nic w.. ek… hem… buzi.
-Rób co chcesz. Ja chce tylko wyjaśnień.
-Spokojnie, spokojnie – Usiadł obok niej.
-No więc – Zaczął – Jesteś w pewnym sensie moją dziwką, ale nie zrozum mnie źle. Nie robisz tego z własnej woli. Nigdy byś tego nie zrobiła. To moja zachcianka. A… No tak. Jakiż ja niekulturalny. Ja twoje imię znam, a ty mojego nie. No więc w każdym razie, jestem Frank – Podał dziewczynie dłoń.
-A ty skąd znasz moje imię? – Zdziwiła się.
-Myślisz, że od tak zaczepiłem pierwszą lepszą na chodniku? Od dawna cie obserwowałem. Ale koniec tego i tamtego bo mi jeszcze uciekniesz – Złapał ja za ręce jak gliniarz włamywacza i zaprowadził po schodach w dół do piwnicy. Blondynka wyrywała się, ale nic z tego. Wrzucił ją do klatki. Po Prostu, do wielkiej klatki stojącej w piwnicy. Następnie zamknął ją i wyszedł.
W tej piwnicy nie stała tyko jedna klatka. Były tam trzy. A jeśli tego mało w każdej była dziewczyna, a wszystkie wyglądały podobnie do Maddy pod względem ubioru. Ta usiadła i nie wiedział po prostu co ma robić. Jakiś psychol porwał ją, wykorzystał a teraz zamyka w klatce w piwnicy w jakimś domu? Do tego chyba nie była pierwsza.
-Ja pierdolę – Odezwał się pod nosem.
-Ej, ej – Usłyszała głos – Jak się nazywasz?
-Maddy.
-Ciebie też… no wiesz?
-Co? Że mnie kurwa też zabrał tutaj do jakiegoś zadupia by zrobić ze mnie jakąś jebaną dziwkę, a potem zajebać całą pierdoloną kasę, którą by zarobić musiałam obciągnąć jakimś starym pierdoleńcom, których już nie mogą zaspokoić ich własne zajebane żony?! – Podniosłą głos akcentując wszystkie przekleństwa.
-No..
-To tak! Właśnie tak kurwa zrobił.
-Ej – Nie denerwuj się , my też przez to przechodziłyśmy – Powiedziała siedząca najdalej od niej dziewczyna. Miała ciemne włosy, bardzo bladą cerę i łagodne rysy twarzy. Jestem Sophie, a to Natalie – Wskazała na rudą dziewczę o zielononiebieskich oczach.
-Wiesz, ciężko się w takie sytuacji nie denerwować – Warknęła mała Adler.
-Wiemy co przeszłaś, ale uwierz, to nie był ostatni raz. Natalie wyciągał stąd już cztery razy, mnie dwa.
Nastała cisza. Otworzyły się drzwi prowadzące do wyjścia. Tu wszystko wyglądało tak, jak  więzieniu. Po schodach zszedł ten brunet. Postawił przed każdą klatką kubek ciepłej herbaty.
-Poznałaś już koleżanki? – Spytał bardzo miłym głosem.
-Pierdol się – Napluła mu w twarz Maddy.
-Jeszcze się przyzwyczaisz – Starł ślinę z siebie i wyszedł.
***
-Nikt nie widział Maddy? – Denerwował się Izzy.
-Stary, spokojnie – Odpowiedział Duff.
-Proszę cie. Byłbyś spokojny gdyby Ann nie wracała?
-No… W sumie, nie.
-Co? – Obudziła się brunetka.
-Ty byś sobie poradziła słońce – Cmoknął ja w czoło.
- Spokojnie Izzy, pójdziemy dziś też jej szukać. Znajdzie się – Pocieszała chłopaka Smith.
-No, a w ogóle – Zaczął Slash – Axla, ktoś widział?
-Kurwa. Racja, on też nie wraca – Odpowiedział McKagan.
-No, ale kto się nim przejmuje, bądźmy szczerzy – Stwierdził Steven – Po tym wszystkim co tu odpierdalał.
-Chodźcie szukać Mad – Zdenerwował się Stradlin.

Po 20 wszyscy znów poszli szukać blondynki. Ale to nie przynosiło żadnych rezultatów. Nigdzie nie mogli jej znaleźć. W końcu Kristen wpadła na pomysł by porozwieszać ulotki gdzie napiszą, że zaginęła. Może ktoś ją widział lub wie cokolwiek w tej sprawie, stwierdziła. Zawsze warto próbować.
Następnego dnia rano mieli iść je wydrukować i porozwieszać. Bo tej nocy padli jak zabici po kolejnym dniu włóczenia się po LA.

Lecz nie tylko oni mieli zamiar ‘’posłużyć’’ się kartką. Wkrótce mieli otrzymać wstrząsającą wiadomość, która raczej nie będzie dobra.


2 sierpnia 2013

Stacja 39 - Mężczyzna

Już mamy kolejny rozdział xD. W połowie, pisany w autobusie :// Ale cóż jak ma sie mało czasu (bo pracuje u taty dorabiając sobie trochę) to coś trzeba wykombinować. Następny dodam w poniedziałek albo najpóźniej w środę. Jak zwykle proszę o jakiekolwiek komentarze, albo chociaż głos czy wam się podoba.
Pozdrawiam! c: /Agata


-Steve, Steve! Braciszku, obudź się! – Maddy próbowała obudzić brata – Eh, to nic nie da. Chłopaki, idę do sklepu! – Wydarła się na cały dom.
-Po co? – Z otchłani dało się usłyszeć głos Ann. (Ta to nad wszystkim panuje).
-Po popcorn.
-Po co ci popcorn? – Wyłoniła się z łazienki brunetka.
-Chce obudzić Stevena.
-Ale po co ci do kurwy popcorn?
-On zawsze reaguje na zapach prażonej kukurydzy. Myślisz, że dlaczego dostał takie przezwisko?
-No… W sumie, to ma sens – Zaśmiała się.
Maddy ubrała swoje znoszone już trampki i wyszła z Hellhouse. Skierowała się w stronę pobliskiego marketu. Jednak po drodze ktoś ją zaczepił. Był to wysoki mężczyzna o ciemnych włosach. Wyglądał jakby nie znał dobrze okolicy, rozglądał się na wszystkie strony z zagubieniem. Maddy dopiero po chwili zwróciła na niego uwagę.
-Przepraszam – Zaczepił blondynkę.
-Tak..?
-Wiesz może którędy dojdę do Roxy?
-Jasne! Musi pan iść prosto, a na najbliższym skrzyżowaniu skrę.. – Zaczęła tłumaczyć nieznajomemu mężczyźnie.
-A.., a… Mogłabyś mnie zaprowadzić? Nie znam tej okolicy, a umówiłem się tam ze znajomym.
-Y… No, w porządku – Odpowiedziała po chwili wahania.
Spojrzała do góry, zupełnie jakby patrzyła na Duffa. A przecież taka niska nie jest przy 170cm. Dobra, przy McKaganie każdy jest niski, chyba, tylko oprócz tego faceta. Po chwili Madison zaczęła iść we wcześniej wspomnianym kierunku, a brunet dotrzymywał jej kroku. Gdy byli już prawie pod klubem, mężczyzna zatrzymał się.
-Co się stało? – Spytała.
-Możemy skręcić tutaj? – Wskazał palcem na małą uliczkę za budynkiem.
-Ale to przejście na zaplecze klubu -Zdziwiła się Maddy.
-No wiem. Tam się umówiłem z kolegą.
-No, w porządku, więc w takim razie zostawiam tu pana – Odwróciła się na pięcie mając zamiar odejść.
-Zaprowadź mnie tam, na zaplecze – Odpowiedział nie patrząc jej  w twarz.
-Ale po co? To tylko kilkanaście metrów – Z powrotem zwróciła się ku mężczyźnie.
-Idź tam! – Podniósł głos.
-No, ale po co?
-Nie denerwuj mnie dziewczynko! – Podszedł do niej, chwycił za nadgarstek i zaciągnął za budynek. Tam związał jej  ręce i nogi by nie mogła go uderzyć i zakleił usta, żeby nie krzyczała. Blondynka wiła się na wszystkie strony i usiłowała wydostać z węzłów. Lecz bezskutecznie. Facet wyciągnął z kieszeni strzykawkę wypełnioną czymś do połowy i wbił igłę w jej przedramię. Czym szybciej wziął na ręce i pobiegł w kierunku stojącego przed klubem samochodu. Zamknął w pośpiechu bagażnik i czym szybciej odjechał.

***

-Ej? Widzieliście Mad? Wyszła do sklepu i nie wraca. A przecież sklep jest za rogiem – Spytała siedzących w pokoju Slasha i Duffa.
-Nie… - Odpowiedzieli jednogłośnie dalej wpatrując się w telewizor. Ann ustała przed ekranem i spytała ponownie. Ale chłopacy tylko się rozzłościli i wygonili ją z wizji.
-Z wami jest zawsze tak samo. Jak wasza dupa jest całą to chuj z resztą!
-Daj spokój. Może spotkała znajomych, albo są duże kolejki – Odezwał się Duff.
-Może masz racje..?
-Duff McKagan zawsze ma racje! – Odpowiedział z dumą.
-To było: Bob Budowniczy zawszę da radę! Idioto! – Wtrącił Slash.
-Obaj jesteście idioci – Podsumowała brunetka.

***

Mężczyzna otworzył bagażnik i wyciągnął z niego Maddy. Stali przed jakimś niewielkim budynkiem na obrzeżach miasta. Porywacz z powrotem wziął dziewczynę na ręce i wniósł do środka. Ona już nie za bardzo wiedziała co się dzieje. Posadził ją na kanapie, a ona już nawet nie próbowała uciekać. Siedziała i patrzyła w ścianę z osłupieniem. Po chwili znów pojawił się brunet. Niósł w ręku kolejną (o ile nie tą samą) strzykawkę i jakiś worek. Usiadł obok dziewczyny. Odgarnął włosy z jej twarzy. Maddy nie stawiała żadnego oporu na to co robił. Przytrzymał rękę dziewczyny i po raz kolejny wbił igłę w jej rękę. Następnie położył ją i powiedział by się przespała.

KILKA GODZIN PÓŹNIEJ

Maddy zaczęła się przebudzać. Gdy otworzyła oczy zobaczyła tego samego mężczyznę który zrobił jej to wszystko. Uśmiechnął się do niej.
-Wstajemy, wstajemy. Trzeba iść się przebrać – Powiedział głosem jakby rozmawiał z dzieckiem. Zaprowadził ją do innego pokoju i podał worek, który wcześniej przyniósł. Kazał jej się w to ubrać i wyjść jak będzie gotowa. Wtedy jej wszystko wytłumaczy.
Gdy Maddy jakieś 10 minut później otworzyła drzwi była ubrana w krótką czerwoną spódniczkę odkrywającą jej uda i prawie pośladki. Czarny błyszczący biustonosz, i na niego nałożoną prześwitującą koszulkę na ramiączka. Na nogach miała kabaretki czerwone szpilki. Jej dłonie przyozdabiała różna biżuteria.
-Wyglądasz cudownie! - Zwrócił się do niej cały uradowany – Chodź, teraz musimy cie pomalować – Złapał dziewczynę z rękę i zaprowadził do łazienki. Jeśli to był dom kawalera, to, co było w łazience mogłoby trochę niektórych zdziwić. Bo, jaki facet ma w szafce nad umywalką różnokolorowe cienie, tusze do rzęs, kredki do oczu, prostownice, lokówki, szminki, pudry, perfumy i wiele więcej? Posadził Maddy na stołeczku i zaczął nakładać jej podkład, potem malował oczy i usta. A na koniec wypsikał jakimiś tanimi perfumami. Robił to jakby zajmował się tym całe życie. Gdy skończył poprosił by wstała i obróciła się. Podczas obrotu zachwiała się i prawie przewróciła.
-Jesteś gotowa – Stwierdził i wyszedł z nią z pomieszczenia.
***
-Chłopaki jest 23:30, a ona wyszła jakoś po 14:00. Tyle się w kolejce w sklepie nie stoi – Panikowała Ann.
-Oj, Ann. Spokojnie, może gdzieś poszła jeszcze – Kristen starała się uspokoić przyjaciółkę – Gdzie w ogóle jest Izzy?
-Na górze, od rana go nie widziałam, nie zjadł nawet mojego śniadania – Stwierdziła brunetka.
-Chodźcie jej poszukać co? – Spytała Carver, ale nikt jej nie odpowiedział – Kurwa! Jebańce podnosić dupy z kanapy i idziemy szukać Mad, ale to już kurwa! – Wydarła się. Na tą komendę wszyscy powoli skierowali się do wyjścia.
-Idę jeszcze po Izzy’ego i Stevena oni się bardziej przejmą sytuacją – Powiedziała Ann wbiegając po schodach.
Izzy jakby się paliło zerwał się z łóżka i zaczął ubierać. Gorzej ze Stevenem. Choć jego siostrze mogło się coś stać ten smacznie spał… Z poduszką między kolanami i żując kołdrę. Jednak gdy Stradlin rzucił w jego łeb książką ten się przebudził. Gdy Ann wytłumaczyła mu co się stało, prawie natychmiastowo dołączyli do reszty.
Rozeszli się po Sunset, ale tak naprawdę tylko czworo z nich angażowało się w poszukiwania reszta sądziła, że Maddy sama się znajdzie. Izzy, Steven, Ann i Kristen poszli w stronę ciemnych uliczek i parku, a Saul z Duffem w stronę klubów. Jednak po dobrych 2 godzinach krzyczenia i rozglądania się nikt jej nie znalazł. Zrezygnowani wrócili do domu mając nadzieje, że następnego dnia się znajdzie. Tylko Izzy i Steven chodzili w kółko jakiś domów w okolicy. Ani jeden, ani drugi nie mógł sobie tego wybaczyć. Oboje strasznie kochali dziewczynę, każdy inaczej, inną miłością.

***

-Słuchaj blondyna – Zaczął mężczyzna – Od dzisiaj jesteś moją małą dziwką. Ale nie, nie. Nie mną będziesz się zajmować. Sama znajdziesz sobie odpowiednich klientów. Byle byli dziani. Co noc masz mi przynosić co najmniej 1 000$ albo twój kochaś nie skończy najlepiej –Wyjął niezbyt wyraźne zdjęcie Stradlina – Zaczynasz dzisiaj i obyś mnie nie zawiodła. A teraz masz, połknij to – Wepchnął młodej Adler na siłę coś co wyglądało jak mała biała tabletka. Potem pociągnął za sobą i wpakował do samochodu.

Światła samochodu zniknęły pomiędzy budynkami. Była 01:45 a noc w LA była jeszcze młoda.




1 sierpnia 2013

Stacja 38 - Nauczysz mnie jeździć?

No, jak zauważyliście zrobiłam nowy nagłówek. I nowy rozdział. Chce coś wznowić. W moim życiu pojawiłą się bardzo ważna dla mnie osoba, której poświęcam dużo czasu, jednak nie cały, są też przyjaciele i pewną część czasu mam nadzieje, że z powrotem zajmie blog. Z resztą sama ta osoba, powiedziała, że może kiedyś pomoże mi coś napisać <3 c:

W DRODZĘ WYJEŚNIENIA:
ROZDZIAŁY, KTÓRE NAPISAŁA ADA, A MIANOWICIE 38,39,40 ZOSTAWIAM. JEDNAK ZAPISZE JE W JEDNYM, ARCHIWALNYM, DOSTĘPNYM DLA CIEKAWSKICH CZYTELNIKÓW. 
HISTORIA TEGO ROZDZIAŁU JEST KONTUNUACJĄ OD 37
TO CO BYŁO OPISANE W 38,39 I 40 NIE MA WPŁYWU NA TO CO JEST TU OPISANE (I BĘDZIE W JUŻ POWSTAJĄCYM KOLEJNYM)
TAK, WIEM, RYJE WAM BANIE, TYM SKĄPLIKOWANYM ZAMIESZANIEM.

Rozdział dedykuje Dominice.K. którą po prostu rozwalają fragmenty o jej ukochanym Stevenie c: XD

Tak więc, jeżeli ktoś czegoś nie zrozumiał może śmiało prosić o wytłumaczenie TUTAJ. Jak i również możecie tam pisać swoje pomysły na rozdziały c:  /Agata


***
Gdy gromada pijanych  dzikusów wpadła do domu, ni stąd, ni owąd zapanował chaos. Pewna brunetka rozłożyła się na kanapie, jednak po chwili Duff padł na nią jakby to ona była sofą. Usłyszał tylko głośny pisk. Gdy się podniósł zobaczył pod dupskiem swoja dziewczynę z oburzoną miną. Uśmiechnął się krzywo i poszedł w kierunku fotela. Izzy polazł na górę (znaczy przewrócił się dwa razy na schodach, ale mniejsza z tym), a za nim drobna blondynka, która usiłowała nad chłopakiem zapanować.  Po Rudym nie było śladu, jak zwykle pewnie wróci nad ranem najebany w 3 dupy. Przed domem cierpiało małe drzewko, które podlewał swoimi siusiakami Steven. Ale to co może bardziej zdziwić, robił to siedząc na trawniku i ukazując przechodniom swoją męskość.
Było coś koło… 01:00? Nasz blond ogrodnik spał na trawniku przytulając swój kibelek. Ann jak się położyła tak zasnęła, a Duff popijał piwo i oglądał coś po cichu w telewizji.  Na górze, w oddalonym najbardziej na lewo pokoju, spała para. Drobna dziewczyna wtulała się w bruneta, który wyglądał jakby wąchał swoją pachę.

***
Następnego dnia
Ta sama para, leżała w tym samym łóżku, ale już nikt nie wąchał swoich pach, ani nie spał. Maddy wpatrywała się w gitarzystę, jak szpak w pizdę. Po kilku minutach odezwała się cichutkim głosikiem.
-Izzy?
-Hmm? – Wydał z siebie głos, nie zmieniając pozycji.
-Nauczysz mnie jeździć?
Chłopaczyna spojrzał na nią z lekkim zdziwieniem.
-Na czym? – Spytał po chwili zszokowania.
-Na deskorolce.
-Co ty pieprzysz mała?
-No… - Zaczęła niepewnie – Bo mówiłeś, że kiedyś jeździłeś, z resztą… - Podniosła się z łóżka, podeszła do komody i wyciągnęła zza niej deskorolkę w lekko sfatygowanym stanie.
-No, ale mała…
-Izzy, proszę – Zrobiła słodkie oczy nr 46.
-No niech Ci będzie – Westchnął i przewrócił oczami – Ubieraj się.
-Co?
-No kochana, chcesz się czegoś nauczyć, to musimy już wyjść. To jest Kalifornia, za kilka godzin, na skate parkach zbierze się tyle osób, że się nie ruszysz.
Gdy to powiedział, podniósł się ociężale z materaca i wolnym krokiem poszedł w kierunku łazienki. Załatwił swoją potrzebę (co ja mam z tym sikaniem ;__; przyp. aut.), przeczesał palcami włosy i spojrzał w lustro. Wpatrywał się w siebie, by po chwili stwierdzić:
-Boże, Stradlin, jesteś kurwa dziwny.
Gdy wrócił do pokoju jego dziewczyna siedziała już zniecierpliwiona na łóżku ubrana w jego czarną koszulkę i spodenki (ale już jej własne). On sam przydział bordowy znoszony t-shirt i jakieś krótkie spodnie. Ważne by mieć cokolwiek na dupsku. Tak, logika Stradlina.
-Mad, spokojnie, idę coś wpierdolić, też lepiej choć, a nie tak siedzisz.
Oboje zeszli na parter. Duff leżał rozjebany na fotelu, obok niego plama rozlanego browara, a z ust ciekła mu ślina. Jednak w całym pomieszczeniu nie jebało piwem, lecz… żarciem? W kuchni Ann szykowała sobie śniadanie. Sobie, no tak, potem było to śniadanie Izzy’ego.
-Mmm, jajka na bekonie, wiesz, że cie kocham Ann? – Mówił przeżuwając jedzenie.
-Ej! – Naburmuszyła się Maddy.
-Oj kocie, to przenośnia, nie złość się tak. Ann po prostu jest świetną kucharką – Na co wspomniana dziewczyna się uśmiechnęła.
-Zobaczymy co powiesz, gdy ja ci coś ugotuje.

Gdy oboje zjedli śniadanie i mieli już wychodzić, do domu wparował Axl. Tak jak można było się spodziewać, był tak pijany, że chyba ledwo trafił do domu. Na kilometr czuć było od niego tanie damskie perfumy, a na policzku miał rozmazaną czerwoną szminkę. Madison z Jeff’em wyszli czym prędzej, by darować sobie kłótni i wrzasków na temat tego co odjebał Rose. Smith nienawidziła zachowania chłopaka. Nie rozumiała jak Kristen jeszcze z nim wytrzymuje. No właśnie, Kristen.

***
W tym samym czasie, w pokoju Carver.
Jej twarz zasłaniały czarne loki, a na podłodze leżało kilka butelek bo whiskey. Parapet najwidoczniej służył za popielniczkę. W całym pomieszczeniu unosił się odór alkoholu. Dziewczyna powoli otworzyła oczy i odgarnęła z twarzy włosy Slasha.  Podniosła się, lecz po chwili uderzyła z powrotem głową o poduszę.

KRISTEN
Ja pierdolę, jaki tutaj syf. Przecież ja tyle nie piłam. Kurwa, czemu nie mam nic na sobie. Nie. Nie wierze. Ja… Spojrzała na mulata. Ja nie mogłam się z nim przespać, przecież nadal jestem z Axlem. Nie wiem czy go kocham, ale nie mogłam mu tego zrobić, to jeszcze bardziej odbije się na mnie. Dobra, trzeba się i tu ogarnąć, by nikt nie dowiedział się, do czego doszło.
Włożyłam szybko na siebie luźny sweter i czarne rurki. Włosy przeczesałam grzebieniem leżącym na stoliku. Już miałam schodzić na dół gdy usłyszałam kłótnie. Tak, to na pewno Axl. Nie mogę przecież teraz tam zejść. Wróciłam się do pokoju i postanowiłam obudzić Saula. Co jakby ktoś wszedł do jego pokoju, a go tam przecież nie ma. Jest u mnie, to tego nagi i pijany. Szturchałam go i mówiłam by się obudził, ale to nie działało. W końcu wylałam resztkę z jakieś butelki na jego twarz. Otrząsnął się. Rzuciłam w niego bokserkami. Ubieraj się, i wypierdalaj do siebie! Widać było, że niezbyt ogarnia, ale z lekkimi trudnościami ubrał się i skierował do siebie. Jednak zaraz za progiem drzwi do swojego pokoju wyjebał się na łóżko. Może to i lepiej… ale.. szkoda mi go. Dobra! Kurwa, Kristen, teraz musisz panować nad sytuacją. Idziemy na dół…
***
-No dawaj mała. Nie bój się, trzymam cie – Mówił spokojnym głosem Izzy do swojej dziewczyny, gdy powoli odpychała się nogą od ziemi, by ruszyć z miejsca. Robiła to coraz pewniej, w końcu chłopak puścił ją, czego nawet nie poczuła.
-Jedziesz sama! – Krzyknął do niej, gdy przejechała kilka metrów.
Tak minęły z 2 godziny. Dziewczyna nie dawała za wygraną i wytrwale uczyła się dalej, mimo siniaków i małych obtarć. Ale w końcu ustąpiła Izzy’emu i zrobiła sobie krótką przerwę.

***
-Co ty odpierdalasz?! Wracasz w południe, najebany w chuj, jebiący jakąś tanią dziwką  i wymazany jej szminką! Ty pamiętasz jeszcze z kim chodzisz?! Ja nie wiem, jak Kristen z tobą wytrzymuje, ale podziwiam ją! Ogarnij się! Rozumiesz mnie kurwa?! – Wrzeszczała Ann na Rose’a.
-Dobra, dobra, nie drzyj się. Nic nie zrobiłem – Odpowiadał jej ze stoickim spokojem.
-Nie, nic, niewiniątko teraz z siebie robisz! Dawaj rękę! – Zrobił jak mu kazano. Dziewczyna zaciągnęła go do łazienki i posadziła na kiblu. Wzięła ręcznik i zaczęła wycierać szminkę z jego twarzy, również ją obmyła. Rozczesała mu włosy i spryskała jego własną wodą kolońską.  Potem… uderzyła w twarz.
-Co ty kurwa robisz?! – Krzyknął Axl.
-Musisz się ogarnąć.
-Już się ogarnąłem, kurwa mać.
-No. To dobrze. A teraz idź coś zjeść i zachowuj się normalnie. Bo to dla twojego dobra. Uwierz mi. Kiedyś mi podziękujesz.
Oboje wyszli z łazienki. Ann miała nadzieje, że Kristen nadal spała.  Utrzymując się w tym przekonaniu poszła ogarniać kolejne zwłoki. Tym razem o wiele większe, blond zwłoki z fotela.

Gdy już mówimy o blondynach, wróćmy do naszego ogrodnika który… usiłował złapać motylka.
-Motylku… Kici, kici. Choć do mnie. Masz takie śliczne skrzydełka. No choć do tatusia Stevenka.
Wracający Izzy i Maddy widząc to, załamali się. Chcieli ogarnąć brata dziewczyny. Ale on prawie się rozpłakał, gdy odciągnęli go od motylka. Jednak udało im się zaprowadzić go do domu i ogarnąć.

Wtedy Kristen zdecydowała się zejść na dół. Gdy zobaczyła Maddy, gestykulując zawołała ją do siebie. Ta po ciuchu podeszła. Kristen szepcząc poprosiła ją by przyniosła jej ze dwa worki na śmieci i zaniosła do jej pokoju, wtedy jej wszystko wytłumaczy. Po chwili obie zbierały butelki i niedopalone papierosy w pokoju Carver.
-Teraz czekam na wytłumaczenie – Powiedziała młoda Adler gdy skończyły.
-Ale to nie jest takie łatwe. Obiecaj jednak, że nikomu nie powiesz.
-Obiecuje, a teraz opowiadaj – Uśmiechnęła się do niej najbardziej pociesznym uśmiechem na świecie.
-Więc… - Zaczęła.

JESLI MOŻNA TO PROSZĘ O JAKIEKOLWIEK KOMENTARZE C:






31 lipca 2013

Tak, to ja!

Witam wszystkich!

Jak i w Axlu coś zmieniło się bezpowrotnie, tak i we mnie.
Zaczne słowami które ułożyłam sobie wcześniej: Nie umiem opuścić tego bloga, ale nie umiem też prowadzić go jak wcześniej.
Gdy wczoraj drgnęło we mnie by przeczytać to co napisała Ada rozpłakałam się. Może bo mnie wzruszyło, ale chyba dlatego, że tęskniłam. Tęsknie za tym blogiem jak za częścią siebie, to aż dziwne jak przywiązałam się do... opowaidania? Jest jak mała cząstka mnie c:
Chce coś napisać. Nie wiem, jakie to będą odstępy czasowe, ale chce coś napisać. Może napisze jeden rozdział, i znów przepadne, a może 10 i natchnie mnie dalej?

Wiem jedno. Zakończenie Ady było piękne, i bardzo jej za to dziękuje. Ale jeśli chce to kontynuować muszę się cofnąc. Odebrać Kristen dziecko, a Slashowi żone. Zawiodę was?
W sumie możecie sami napisać czy chcecie bym cofnęła sie do rozpierduchy w Hellhouse. Czy rodziny Hudsonów w Nowym Yorku?
Piszcie tu w komentarzach lub jeśli ktoś woli na moim ASKU
Chce juz jutro albo dzis coś wstawić. Moim natchnieniem chce się wrócić do starych rozdziałów, bo boli mnie syn Izzy'ego ;___; Chce zrobić o nim większą wzmianke w rozdziałach, o nim i Mad, a także o Stevenie.

WESPRZYJCIE MNIE TROCHE! :)

18 lipca 2013

Ta dam!

Nie wiem czy ktoś się spodziewał kolejnego posta na tym blogu. Zajrzałam tu przez przypadek trafiłam na nadal istniejącą zakładkę w moim laptopie, I patrze: ''o kurwa ile rozdziałów, co się stało?!'' Ada nie napisała do mnie, że cokolwiek wstawiała więc bardzo mnie to zaskoczyło, nie zdążyłam przeczytać tego co tu wstawiła, ale dziś postaram znaleźć się na to chwile. Nigdy nie chciałam tego kończyć, chciałam zrobić ze 100 rozdziałów itd. Ale chęci to coś innego nić to czy mogę.Blog ma ponad rok, pamiętam że rok temu pisałam 7 rozdział na schodach nad jeziorem. Nie rozstawałam się z opowiadaniem, byłam tak z nim zżyta, że brało udział w moim życiu codziennym. Lecz jak widać, po tysiącach obietnic, perzeprosin, nadal się nie zmobilizowałam. Z małych fragmentów które przeczytałam wiele się zmieniło. Może postaram się dla was napisać parę rozdziałów. Bynajmniej chciałabym. Wiem, że straciliście do mnie zaufanie, ale mówiąc szczerze jestem po prostu zmęczona tym opowiadaniem. Pisaniem na bieżąco przy tylu innych sprawach, w końcu idę do 2 gim. Zastanowię się nad tym poważnie. Na pewno jednak nie zamknę bloga. Zostawię go, byście chociaż mogli wracać do tego co było kiedyś, dla mnie samej będą to wspaniałe wspomnienia. Już nigdy nie będzie takie samo, ale zawsze będzie to Ady i moje opowiadanie.
Prowizorycznie się z wami żegnam, ale ja jeszcze tu wrócę, zapamiętajcie te słowa ;)
Nie umiem napisać tego co czuje, jak jestem związana z tym opowiadaniem ,bo tak na prawdę to część mnie, więc ciężko mi się o tym pisze. Tak jak Ada proszę o jakiekolwiek komentarze. Jesteście wielcy, bo ten blog to tak na prawdę wy! Dziękuję :)

13 lipca 2013

ARCHIWALNE ROZDZIAŁY

WIĘC..!

JEŚLI TO CZYTASZ, TO MUSISZ WIEDZIEĆ, ŻE TO MOMENT ZAKOŃCZENIA BLOGA PRZEZ ADĘ!!!

JEDNAK GDY CHCESZ CZYTAC TO OPOWIADANIE DALEJ, OMIŃ TO I PRZECZYTAJ NA KOŃCU, LUB MIEJ ŚWIADOMOŚĆ, ŻE NIE MA TO WPŁYWU NA DALSZY CIĄG OPOWIADANIA, JEDNAKŻE JEST POWIĄZANE Z POPRZEDNIMI STACJAMI.
SĄ TU POŁĄCZONE 3 ROZDZIAŁY I EPILOG. WSZYSTKO NAPISANE PRZEZ ADĘ.


STACJA 38

Kristen obudziła się w swoim pokoju. Spojrzała na słodko śpiącego kudłacza i bezszelestnie wymknęła się z pokoju. Przytaszczyła piecyk i elektryka na korytarz. Podkręciła głośność na maksa i zaczęła grać Iron Man Black Sabbath.
Tum dum du du dum tu du du du du du du tum dum dum
Chwytliwy riff rozniósł się po całym domu.
- Kto śmiał...!- Hudson błyskawicznie wypadł z pokoju z furią w oczach, jednak kiedy zobaczył, że jego maleństwo jest w dobrych rękach, tylko uśmiechnął się na widok Carver wczuwającej się w muzykę.
- Come on, come on, come on, wake up people! It's time to die!
- Czy ciebie już do reszty pojebało...- mruknęła Ann trzymając się za głowę. Po chwili, wszyscy lokatorzy zebrali się w holu czekając na wyjaśnienia tej gwałtownej pobudki.
- No wiecie co... Przecież dzisiaj pierwszy dzień wakacji!!!!- szatynka rozpoczęła swój 'taniec szczęścia' (Weronika szpeszyl for you :'D przyp. aut.) Po chwili dołączył do niej Steve i reszta dziewczyn.
- I co z tego? Całe nasze życie wygląda jak jedne, wielkie wakacje- Ten Stradlin to lubi psuć ludziom zabawę...
- Ale wakacje to wakacje. Trzeba się cieszyć!- stwierdziła Ann.
- No i co zamierzacie robić? - nastała chwila zadumy...
- Jedziemy do lasu! - krzyknęła pełna euforii Kristen. Wszyscy popatrzyli na nią jak na idiotkę. - pod namiot...
- Aaaaaaaaaa- rozbrzmiało słynne 'a ze zrozumieniem'
- Boże, żyję wśród debili- westchnęła.
Wszyscy rozpierzchli się po całym Hellhouse, żeby spakować potrzebne rzeczy. Kristen i Reachel szykowały jedzenie, Ann pomagała Duffowi się spakować (on to by bez niej chyba zginął), Popcorn biegał po całym domu bez celu, Jeffa jak zwykle gdzieś wcięło, a Mad, Axl i Saul szykowali samochód, bez przerwy się przy tym kłócąc.
Zanim kilka razy zdążyli się spakować, kilka razy wrócić do domu, wykłócić się o trasę i wreszcie wyjechać  ze swojej ulicy, minęły 2 godziny. Ale w końcu jechali.
***                                                                                 
KRISTEN
Właśnie znaleźliśmy idealne miejsce na nasz obóz. Ja z Ritą zabrałyśmy się za składanie namiotu, bo jako jedyne, w ogóle wiedziałyśmy do czego służą śledzie. Przedpotopowy namiot Axla okazał się być najprostszą technologią tego świata, więc nie miałyśmy żadnych problemów. Rozmawiałam właśnie z Rudą o tym, że za tydzień miała wyjechać do matki, do Polski. Taki tam kraj w Europie środkowej. Poważnie zaczęłam rozważać czy nie zabrać się z nią. Potrzebowałam mieć trochę spokoju, musiałam sobie to wszystko jakoś poukładać, a tutaj z Rose'em i Slashem na karku, nie miałam  jak. Było już około siedemnastej. Rozejrzałam się na około szukając chłopaków, Mad i Ann, którzy poszli po chrust na ognisko.
- Rachel myślisz... myślisz, że mogłabym się zabrać z tobą?- zapytałam niepewnie. Dziewczyna wcale się nie zdziwiła.
- Jasne, że tak- uśmiechnęła się ciepło. - Problemy z Axlem?- dodała po chwili. Pokiwałam twierdząco głową. Ona na prawdę świetnie zna się na ludzich. Poznałyśmy się zaledwie kilka miesięcy temu, a już romiemy się bez słów.
- No i jak tam kochanie?- poczułam ciepłe wargi Rudego na moich ustach. Slash posłał nam smutne spojrzenie spod swojej burzy loków. - Coś się stało?- chyba wyczuł, że jestem trochę spięta.
- Nie, wszystko okej.- szybko rzuciłam w odpowiedzi.
- To co, rozpalamy ognisko?- Ann szybko zmieniła temat. Chyba zauważyła, że coś jest nie w porządku.
- Tak chodźmy.- rzuciłam się na suche gałązki układając z nich perfekcyjny stosik. Jeździło się na te biwaki z tatą. Wysoki płomień roztaczał w okół siebie cieplutką aurę. Chłopcy poukładali kilka pni w okół. Usiedliśmy z gitarami, to znaczy ja, Saulie i Iz. W ogóle nie mogłam się skoncentrować, wszystko gmatwało mi się w głowie.
-Dziewczyno uspokój się. Jeszcze ktoś, coś zauważy i zaczną się pytania - podpowiadał mi wkurwiający głosik w mojej głowie.
-Oj no przecież się staram...
-Jakoś nie widać.
- When you're talkin to yourself
And nobody's home
You can fool yourself
You came in this world alone
Alone

So nobody ever told you baby
How it was gonna be
So what'll happen to you baby
Guess we'll have to wait and see... - zanuciłam grając przypadkową melodyjkę na gitarze.  Wszyscy spojrzeli się w moją stronę.
- Co?- warknęłam i ruszyłam przed siebie. Musiałam pobyć trochę sama. Szłam ciemną ścieżką, zawsze uwielbiałam las. Zaciągnęłam się czystym powietrzem. Że też w tej przeklętej Ameryce istnieją jeszcze takie miejsca... Wdrapałam się na drzewo. Pamiętam, że jak byłam mała zawsze wchodziłam tam wysoko, wysoko, żeby nikt mnie nie widział i rozmyślałam.
- Kristen, Kristen! - usłyszałam głos Ann, która latarką oświetlała po kolei wszystkie korony drzew. Czasem przeraża mnie fakt jak dobrze mnie zna.- Co się dzieje. - spytała wdrapując się na moją gałąź. Przytuliła mnie. Siedziałyśmy w milczeniu. Tego właśnie było mi trzeba.
- Wyjeżdżam- po mimo tego, że było ciemno wiedziałam, że podniosła brwi. - Za tydzień lecę z Ritą do Polski.
- Skoro tego potrzebujesz to chyba dobrze prawda?- taaak... Jedna z nielicznych osób na tym świecie, która mnie rozumie. Nagle usłyszałam niepokojący trzask drewna i po chwili leżałyśmy na ziemi.
- Jesteśmy już za grube na wspinaczkę- wydusiłam przez śmiech.
- Dokładnie, to przez te nasze ciężkie dupska. - Otrzepałyśmy się i ruszyłyśmy w stronę ogniska. Momentalnie poprawił mi się humor.
- Dawać mi tu jakiegoś jabola! - krzyknęłam i po chwili takowy trafił w moje ręce. Mmmmm...Ten unikalny smak Naigttraina. Już zapomniałam jakie to ohydstwo.- To co gramy?- ponownie chwyciłam za instrument. -
- I'm on a Nighttrain! - zaskrzeczał Axl. Tak więc przegraliśmy prawie wszystkie utwory Gunsów, kończąc jakże cudowną wersją Paradise City.
- I was cryin' when I met you... - zaśpiewałam ulubiony utwór Aerosmith, a po chwili dołączyła reszta. Gdzieś między 3, a 4 butelką Jima Bema koś wymyślił konkurs skakania przez ognisko. Potem było ganianie się po całej okolicy, aż w końcu wszyscy zasnęli przy ognisku...
***
Rano poczułam dotyk rąk na moich biodrach. Odwróciłam się i wtuliłam w umięśnioną klatę chłopaka. Zaśmiałam się. Drobne loczki gilgotały mnie po twarzy.
- Saul?- szepnęłam
- Przepraszam.- chłopak szybko odwrócił się w drugą stronę, unikając tym samym mojego wzroku.
- To ja przepraszam. Jestem beznadziejna ranię wszystkich na około. - Slash wstał i odszedł chowając się za drzewami. Co ja najlepszego wyrabiam? Skierowałam swe kroki w przeciwną stronę. Moje rozkminy skutecznie utrudniała mi boląca głowa. Jebany kac. Poczułam nieprzyjemny ból w nodze. Ała! Coś mnie użarło. O kurwa, wąż. Obraz rozmazał mi się totalnie. Ruszyłam w drogę powrotną. Tak mi się wydaje. Szło mi nawet nieźle, zważając na kompletny brak równowagi. Moja czaszka uderzyła o coś twardego.
- Małą wszystko okej?- usłyszałam głos Kudłacza.
- Coś mnie ugryzło. Zdążyłam to powiedzieć i straciłam przytomność.
***
AXL
Siedziałem na plastikowym krzesełku. Przez szybę widziałem Kristen, która bezwładnie leżała na łóżku. Ile razy będę musiał przez to jeszcze przechodzić. Ann chodziła w kółko po korytarzu. Reachel spała na ramieniu Stevena, a Saul wegetował obok mnie, gapiąc się w jeden punkt.
- Nie martw się wyjdzie z tego. To tylko ugryzienie...- Mad położyła mi rękę na ramieniu. To akurat było moim najmniejszym zmartwieniem. Ostatnio zupełnie straciłem z nią kontakt. Kiedy się do niej zbliżałem robiła się spięta i jak najszybciej chciała uciec, a kiedy indziej po prostu mnie unikała. O co jej chodzi? W tym momencie zobaczyłem jak Carver zaczyna się dławić. Zwrwałem się z krzesła i pognałem do sali.
***
Leżałam w bezruchu na niewygodnym łóżku. Niby byłam nieprzytomna ale dokładnie wiedziałam co się dzieje. Tylko kompletnie nie mogłam się ruszyć. Nawet jednym palcem. Fuck. Dziwne uczucie. W pomieszczeniu echem roznosiły sie wkurwiające dźwięki. Szpital, cóż za odmiana... Podjęłam próbę wzpowiedzenia jakiegoś słowa. Skończyło się Potwornym kaszlem. Hej chwila. Mogę się ruszać! Oł jea. usłyszałam jak ktoś wpada do sali. Kristen ciołku,  przecież możesz otworzyc oczy... To Axl. Od razu podał mi wodęi pomógł mi się napić. Patrzył na mnie smutnymi oczyma. Nienawidziłam tego widoku, a najcześciej sama bzłam jego przyczyną.
- Axl...- Jezusie TO ma byc głos?
- Tak?
- Ja... musze ci coś powiedziec. Spotkałam sie z jego wyczekującym spojrzeniem. - Jaaaa...- W tym momencie do sali wpadła pielegniarka. Nawrzeszczała na Rose'a za to, że jej nie zawołał, gdy sie obudziłam i wyrzuciła go z sali.
- Musi pani odpoczywać. - uśmiechneła sie do mnie i wstrzykneła coś do kroplówki. Powieki stały sie cholernie ciężkie i po chwili zasnełm....

STACJA 39

 KRISTEN
Kurwa mać moja głowa- podniosłam się na łokciach i rozejrzałam po sali. Ocena sytuacji: leże w cholernie białej sali podłączona do pipających urządzeń za pomocą kabelków splątanych skomplikowanym węzłem. Godzina: 11:10, a przynajmniej tak wskazywał zegar wiszący na ścianie. Biały zegar (serio mogli sobie darować). Data: nie mam pojęcia. Norma. Za którymś razem człowiek się przyzwyczaja... Do sali weszła młoda pielęgniarka.
- Jak się pani czuje?- zapytała ciepłym tonem i zaczęła spisywać coś  z któregoś z podejrzanych ekranów.
- Wszystko ok, tylko głowa trochę mnie boli.
- To zwyczajny objaw po przebudzeniu. Według badań wykonanych wczoraj wszystko jest w porządku. Dzisiaj dostanie pani wypis. - uśmiechnęła się
- Który dzisiaj jest?
- 5 lipca- wyszła z sali. Ej chwila. Za dwa dni Reachel leci do Polski, a ja z nią. Czyli ja lecę do Polski. Co ja piepsze? Muszę się jakoś ogarnąć. Chwiejnym krokiem podeszłam do krzesła na którym leżały czyte poskładane ubrania. Wyczuwam robotę Ann. Przebrałam się, odebrałam wypis i wyszłam przed budynek. Co teraz? W ogóle nie znałam tej okolicy. Może zapytam kogoś o drogę...
- Przepraszam. Którędy dojść na Sunset?
- Musisz iść prosto, potem w lewo, w prawo, na światłach w prawo, potem pierwszy zakręt w...
- Dobra dzięki.- chyba ten gość nie myślał, że to zapamiętam. Szłam bez celu przeglądając witryny sklepów. Hmmm... Nawet się nie obejrzałam a byłam pod Roxy. Z tond do Hellhause to rzut beretem. Weszłam do domu pogwizdując coś pod nosem.
- Hej- rzuciłam do Rity wyjmując z szafki płatki i mleko. - Co tam?
- Hej, mam już wszystkie szczegóły wyjazdu...
***
Piąty raz sprawdziłam czy mam wszystko, rozejrzałam się po pokoju i zamknęłam bagaż. Zniosłam walizę na dół i czekałam na Ritę.  Miała przyjechać po mnie z tatą. Była siódma rano, więc w domu panowała cisza.
- Trzymaj- podskoczyłam przestraszona. Ann podała mi herbatę
- Boże człowieku nie strasz mnie- uśmiechnęła się blado. Ruda właśnie weszła do domu.
- Jedziemy? - skinęłam głową.
- Dzwoń jak będziesz mogła-
- Dobrze mamo. - Zaśmiałam się. przytuliłam brunetkę i wyszłam z domu.
Szczerze? Bardzo się cieszyłam z tego wyjazdu. Musiałam odetchnąć, przemyśleć to i owo. Spojrzeć na wszystkie problemy z innej perspektywy. Przywitałam się z panem Taylerem i usadowiłam na miejscu z tyłu. No to jedziemy...
***
- Hej ludzie nie wiecie gdzie jest Kristen? - Axl dołączył do zebranych w salonie, oglądających powtórkę meczu Barca vs Real.
- Przecież wyjechała...- mruknęła Smith nie odrywając wzroku od ekranu
- Jak, gdzie, kiedy?!
- Normalnie, na lotnisko, 5 minut temu. Przecież leci dzisiaj do  Polski razem z Ritą. Nie mówiła Ci?
- Jedziemy!- wrzasnął Axl. Cała paczka wyjątkowo szybko się ogarnęła i po 10 minutach jechali vanem z zawrotną prędkością. Wysiedli pod lotniskiem i po uzyskaniu od recepcjonistki potrzebnych informacji pognali na miejsce odprawy. Rudzielec od razu wypatrzył swoja ukochaną szatynkę w tłumie.
- Kristen! - wydarł się na całe gardło. Dziewczyna odwróciła się. Zaczął biec w jej stronię. Już miał musnąć jej wargi, ale coś mu przerwało. A mianowicie jej ręka.
- Przepraszam- wyszepyała i weszła do tunelu prowadzącego do samolotu ciągnąc za sobą walizkę.
Czyli ona  już mnie nie kocha...

***

 -Kristen... Kristen.... -usłyszałam głos Reachel, który wyrwał mnie z objęć Joe Perry'ego. A to był taki piękny sen. - Zaraz lądujemy. -przetarłam zaspane oczy i zapięłam pas bezpieczeństwa. Po chwili koła samolotu dotknęły ziemi.
-Dziękujemy za udany lot i życzymy miłego pobytu w Polsce - rozległ się głos pilota. Wszyscy podnieśli się z  miejsc, zabrali bagaże podręczne i ruszyli do wyjścia. Odnalazłam w tłumie łepek Rudej i poszłyśmy w kierunku lotniska. Zabrałyśmy bagaże i zaczęłyśmy poszukiwania pani Tyler. Szczupła blondynka ubrana w ołówkową spódnicę i jasnoniebieską koszulę z blond włosami upiętymi w luźnego koka czekała na nas wśród sporej grupy ludzi.
-Mamaaaa! - Rita rzuciła się na kobietę z dzikim okrzykiem radości.
- Hej kochanie. - przytuliła córkę - A ty skarbie musisz być Kristen.? - również mnie uściskała. Wyglądała na bezuczuciową biurokratkę, a była na prawdę miłą i ciepłą osóbką. Jak widać pozory mylą.
-Tak, zgadza się.
-Miło mi Magdalena Tyler, ale możesz mówić mi Meg. - znowu obdarzyła mnie pięknym uśmiechem. Zabrałyśmy walizki i ruszyłyśmy na parking. Pani Tyler otworzyła błękitny samochód jakiejś polskiej marki, a przynajmniej tak wywnioskowałam po nazwie - Polonez. Załadowałyśmy walizki do bagażnika zajęłyśmy miejsca. Rita rozmawiała z mamą o tym jak żyje jej się z tatą, a ja podziwiałam Gdańsk (?), Ruda podawała mi nazwę, ale już zdążyłam zapomnieć. Szare bloki. Wszędzie. Krajobraz prawie się nie zmieniał. Po ulicach spacerowało sporo ludzi ubranych w moim stylu. Coś czuję, że polubię ten kraj. Nagle przypomniał mi się Axl wtedy na lotnisku... Już nie potrafię go całować, przytulać. Czuję się wtedy tak, jakbym zdradzała Hudsona, a przebywając z Saulem jakbym zdradzała Rose'a. To chore. Moje rozmyślania przerwała Reachel informując, że dojechałyśmy. Mieszkanie znajdowało się w jednym z betonowych budynków, jak zauważyłam bardzo tutaj popularnych. Nie było windy więc wdrapywałyśmy się z walizkami na piechotę. I to na samą górę. Mieszkanie nie było duże: 2 pokoje, kuchnia, łazienka. Razem z Ritą zajęłyśmy jedyną sypialnię, natomiast jej mama miała spać w salonie. Ledwo rozpakowałam swoje rzeczy, a już była pora obiadu. Placki ziemniaczane. Mniam. Podziękowałam za posiłek i wróciłam do pokoju. Co by tu porobić? Może pozwiedzam okolice. Przebrałam się w trochę cieplejsze ubrania było zimniej niż w LA.
- Pani Tyler wychodzę! - odpowiedziało mi krótkie 'dobrze' więc ruszyłam po schodach w dół. Stanęłam na podwórku. Gdzie teraz? Podobno ten cały Gdańsk leży nad morzem. Poszłabym sobie na plażę. Wydobyłam z kieszeni mapę, na szczęście umiałam posługiwać się tym jakże skomplikowanym wynalazkiem. Bez trudu dotarłam na miejsce. Wybrzeże było prawie puste. Tuż przy brzegu siedział jeden chłopak. Zmierzwione brązowe włosy, poszarpana, biała koszulka, czarne dżinsy i czerwona arafatka na ręce. Nie wiem czemu, ale zaczęłam iść w jego kierunku. Nie zauważył mnie i dalej przesypywał piasek w dłoniach . Odpaliłam papierosa i usiadłam obok. Wyciągnęłam paczkę w jego stronę.
-Chcesz? -wytrzeszczył oczy na widok Marlborców.
-Jasne kont je masz? - albo nie zrozumiałam albo ten gościu jest jakiś dziwny. No z kąd mogę mieć fajki? Za sklepu(?)
- Jesteś z Ameryki. - bardziej stwierdził niż zapytał. Przytaknęłam kiwając głową. - u nas szlugi tylko na kartki. -widząc moją minę zaczął mówić dalej. Wytłumaczył mi po krótce sytuacje tego państwa. Słuchałam z niedowierzeniem. Przejebane... Popatrzyłam na moje Conversy, Wranglery, paczkę Marlborców, którą ściskałam w ręce i poczułam wstręt do samej siebie. Myślałam, że to ja mam źle. - A co cię sprowadza do naszego, chujowego państwa?
- Mama znajomej tu mieszka. Przyjechałam odpocząć, przemyśleć pare spraw.
-Rodzina?
- Nie rodzinę porzuciłam już dawno temu. - nie wiem czy mniej niż rok to dawno, ale mniejsza - chłopak, a nawet dwóch... - zaczęłam streszczać mu całą historię. Potem on opowiedział coś o sobie, miał 18 lat, mieszkał tu od urodzenia. Z kumplami tworzył zespół. Był wokalistą. Zaprosił mnie jutro na próbę w sumie czemu nie. Odprowadził mnie do domu. Okazało się, że mieszka piętro niżej. Czuję, że to będzie fajna znajomość
***
- Carver, śpiochu wstawaj! - Rachel nawalała we mnie poduszką.
- No już, już idę...- mruknęłam. Podniosłam się z łóżka, ubrałam przypadkowe ciuchy i ruszyłam do salonu.
- Jakie plany na dzisiaj? - zapytała kędy pałaszowałam płatki.
-Wiesz...wczoraj...jak...poszłam...na plażę...to...spotkałam...takiego fajnego...gościa...i - mówiłam przeżuwając posiłek
- Iiiiiiiiiiiiiiiiiii...?
-Daj mi skończyć! I zaprosił mnie na próbę jego zespołu jak chcesz to możesz iść z nami. Będzie fajnie. - kiedy skończyłam zobaczyłam na jej twarzy dziwny uśmiech.
- Jasne że idę. O której?
- Punkt 14. Przyjdzie po nas, mieszka piętro niżej.
Została nam jeszcze godzina czekania. Z braku lepszego zajęcia włączyłyśmy telewizor. Już po pierwszym zdaniu wypowiedzianym przez nonszalanckiego reportera wybuchłyśmy śmiechem. Ten język mnie rozwalił. Tarzałyśmy się po ziemi oglądając wiadomości, kiedy rozległ się dzwonek do drzwi. W podskokach pobiegłam otworzyć. Humor wyjątkowo mi dopisywał.
- Hej! - uśmiechnęłam się do Adasia.
- No hej, idziemy?
- Pewka, a mogę zabrać znajomą. - w akcie zgody trzepnął głową. - Reachel rusz dupę!
- Ideeeeeeeeeeee! - podbiegła z ręką wyciągniętą przed siebie a la supermen. Zamknęłyśmy mieszkanie i ruszyłyśmy za Adamem. Opowiadałam Ricie o Polsce, a ona tylko słuchała co jakiś czas wtrącając 'Nie pierdol', ' Serio?', 'O kurwa'? Adi miał z nas nas niezły ubaw. Szliśmy dalej. Właśnie minęliśmy dworzec i coraz bardziej oddalaliśmy się od głównych peronów. W końcu weszliśmy do opuszczonego wagonu. Na ziemi leżał wielki dywan, ściany były popisane czarnym sprayem, a na środku stała stara kanapa.
-No siema- Adam przywitał się ze znajomymi.
- Witam piękne kurwa panie...- puścił nam oko wysoki blondyn, przeczesując ręką swojego irokeza.
-Daruj sobie to Amerykanki.- nie zrozumiałyśmy ani słowa, ale z kontekstu było wiadomo o co chodzi. Wszyscy po kolei zaczęli się przedstawiać. Piotrek, Olek i Marcin. Rozsiadłyśmy się na kanapie, a chłopcy zaczęli grać. Cały czas się kłócili, zmieniali teksty. Przypominali mi trochę Gunsów. Szybko jednak odgoniłam te myśli. Wsłuchałam się w muzykę. Może i nie rozumiałam tekstu, ale tak dobrego punk rocka dawno nie słyszałam.
***
- Pani Magdaleno! - chłopcy nauczyli mnie wymawiać to imię. Wpadło też pare wulgaryzmów. Język jak język, ale przeklinają zajebiście.
- Jaka znowu pani? Kristen ile razy mam mówić: po prostu Magda!
- Dobrze, więc Magda. Czy mogłabyś zabrać nas do jakiegoś sklepu, chciałyśmy znaleźć jakąś polską muzykę.
- Jasne chodźcie. - zabrałam kartkę z tytułami od Piotrka i mogłyśmy ruszać.
Byłyśmy chyba we,wszystkich sklepach, lumpeksach i tym podobnych w Gdańsku. Z zacieszem godnym małego dziecka z nową zabawką szłyśmy do samochodu dumnie trzymając po cztery egzemplarze Deuter, Nowe Sytuacje, Ustrzyki i Perfect. Pierwsze co weszłyśmy do domu to rzuciłyśmy się na gramofon.
- Mamooo, przetłumaczysz nam teksty - Reachel zrobiła proszące oczy szczeniaczka numer 3.
-Jasne laski dla was wszystko. - podałyśmy jej książeczkę z tekstami, która znajdowała się w opakowaniu. Nim się obejrzałyśmy minęła północ. Czyli zostały już tylko 4 dni. Szkoda.

Stacja 40

Kocham Cię - zbliżał się coraz bardziej, aż w końcu ich wargi połączyły się w namiętnym pocałunku. Całkowicie się mu poddała i wplotła rękę w jego cudowne rude włosy. Nagle zrobiło jej się niedobrze..
Otworzyła oczy, zerwała się z łóżka, pobiegła do łazienki i otworzyła klapę.
- Kristen wszystko okej? - spytała zatroskana Magda.
- Nie zupełnie - znowu pochyliła się nad muszlą. Przysiadła na ziemi. Zrobiło jej się słabo. Jeszcze raz zwymiotowała. Obmyła twarz zimną wodą. To chyba już koniec... Z trudem otworzyła drzwi. Cały świat wirował.
- Dziecko połóż się - Pani Tyler pomogła jej dostać się do sypialni. - nawet nie myśl o tym żeby gdzieś wychodzić!- poprawiła jej poduszkę pod głową.
W tym czasie w Hellhouse
Wysoki blondyn wpadł do domu  niosąc na rękach drobną brunetkę i obracając się wokół własnej osi. Ann co chwilę brała łyk Nighttraina, którego trzymała w dłoni.
- Mamy kontrakt, mamy kontrakt...- śpiewał Izzy. ON ŚPIEWAŁ.  Maddy i Steven hasali po salonie, nawet Slash i Axl z zacieszami na ryjach znosili alkohol.
- Nagramy płytę i będziemy słaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaawni.
- To mało powiedziane - zaśmiał się Saul odkręcając pierwszą butelkę Danielsa.
- Dalej Iz, dzwoń po ludzi. Trzeba to uczcić.
- Okej, okej - skierował swe kroki do telefonu, a z szuflady wyjął opasły skorowidz. Mad stwierdziła, że mu potowarzyszy, natomiast reszta już świętowała w najlepsze.
Godzina później
Hellhouse pękało w szwach. Przyszli nie tylko znajomi, ale tez przypadkowi ludzie z ulicy węszący za darmowym alkoholem. Axl i Slash nadal siedzieli na dywanie w centrum imprezy, Adler zabawiał się z jakimiś dziewczynami, Izzy i Maddy przepadli godzinę temu i nadal nie wrócili.
- Chodź za mną skarbie- szepnął Duff na ucho swojej dziewczynie kiedy tańczyli wolnego. Na twarzy Ann momentalnie pojawił się erotomański uśmieszek. Pobiegli do swojego pokoju. Smith zatrzasnęła drzwi i oparła się o nie. Przygryzła wargę kiedy Duff podchodził coraz bliżej. Po kolei zdejmowali z siebie ubrania. Ich wargi już miały się złączyć, kiedy rozległ się dźwięk telefonu.
- Kurwa! - wrzasnęła i podniosła słuchawkę- Czego?! O hej Kristen. Co u ciebie? Duff przestań- chłopak obcałowywał jej szyję. - Duff to łaskocze do kurwy - zaśmiała się- Sorki Kristen ten pojebaniec się do mnie dobiera... Hałas?... Nie to tylko muzyka... No mamy taką małą imprezę... Chłopcy podpisali kontrakt... No wiem że zajebiście...- cmoknęła blondyna w usta. Przyparł ją do ściany i uśmiechnął się złowieszczo. - O nie McKagan nie zrobisz tego! -  Aaaaaa... K-Kristen  muszę... ummm... ko-kończyć ... Do zobaczeniaaaa aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!- rzuciła słuchawkę i zarzuciła ręce na szyję chłopaka. Już miała coś powiedzieć, ale przerwał jej bezczelnie penetrując jej podniebienie swoim językiem. Ostatnie trzy pchnięcia i dziewczyna zwijała się w spazmach rozkoszy.
- Powinnam cię zabić- mruknęła gdy już w miarę unormowała oddech.- Ale wtedy nie byłoby więcej...- puściła mu oko.
- Erotomanka...
- I kto to mówi- rzuciła go na łóżko...
***
KRISTEN
Odłożyłam słuchawkę telefonu i pokręciłam głową z dezaprobatą. Jebani seksocholicy kurwa. Siedziałam sama w pokoju. Wygoniłam Ritę do chłopaków. Nie mogę jej przecież ograniczać. Chłopcy dostali kontrakt, a mnie przy nich nie ma... Czy nie powinnam być tam, wspierać ich. Jestem beznadziejną przyjaciółką, tym bardziej dziewczyną. W ogóle czy ja jestem czyjąkolwiek dziewczyną? Zamknęłam oczy i momentalnie pojawił mi się w głowie widok Axla. Jego smutne oczy, pełne rozczarowania. A ten sen dzisiaj? Co to było? Czyżbym za nim tęskniła... Może to z nim powinnam być, może takie jest przeznaczenie. Co ja wygaduję. Niektóre dziewczyny nie mają facetów, a ja mam wielki problem, bo muszę wybrać jednego z dwóch. Jestem zimną suką niszczę ich przyjaźń... Dosyć. Otworzyłam okno i usiadłam na parapecie z nogami dyndającymi w dole. Cztery piętra to nie tak dużo. Odpaliłam papierosa.
- Uzależniasz się...
- No coś ty nie zauważyłam...- Jezu znowu gadam sama ze sobą... Przeczytałam nazwę fajek - Camel. Hmmm nie tak dobre jak moje Marlborce, ale tamte chcę oszczędzić dla chłopaków, mam idealnie 4 paczki. Walnęłam się na łóżko i zakryłam kołdrą. Mdłości już dawno minęły ale nie miałam ochoty wstawać.
***
ANN
Obudziłam się przez jebane nie zasłonięte rolety. Słońce świeciło mi prosto w twarz. Złapałam się za bolącą głowę i usiadłam. To był błąd. Kuźwa moje biodra... Co ten McKagan mi wczoraj zrobił... A propos to gdzie on do chuja jest. O wilku mowa. Wszedł do naszego pokoju niosąc dla mnie kawę, tabletki i śniadanko.
- Boże, Duffy nie wiem co bym bez ciebie zrobiła, bo wczoraj dałeś mi taki wycisk, że nie mogę siedzieć, a co dopiero chodzić...- rzuciłam się na kanapkę, a ten głupek zaczął się ze mnie nabijać.
- Zemszczę się- rzuciłam w niego poduszką
- Ciekawe jak...
- Tydzień bez seksu!
- Nie wytrzymasz tyle.
- Kurwa- mruknęłam wiedząc, że ma rację.
- Jestem zbyt pociągający skarbie.
- No chyba nie- odstawiłam właśnie moją kawunię. I dobrze, bo byłabym cała ujebana, ponieważ Duff  rzucił się na mnie miażdżąc moje wargi. Po chwili kołdra wylądowała na ziemi, a jego ręce na moich piersiach. - Jak zrobimy to jeszcze raz to nie wstanę z łóżka przez miesiąc...
- Jak dla mnie zajebiście kocie. - wpakował swojego przyjaciela w moje ciało. Kiedy osiągnęliśmy zawrotne tępo łóżko zaczęło niebezpiecznie trzeszczeć. Po chwili rozległo się głośne 'JEB' i razem z materacem wylądowaliśmy na ziemi. Usłyszeliśmy dźwięk otwieranych drzwi. Szybko narzuciłam na nas kołdrę.  W drzwiach pojawił się Axl i gdy tylko zobaczył nas na materacu i porozwalane wokół resztki ramy łóżka zaczął się tarzać po ziemi ze smiechu. Po chwili wszyscy przyszli zobaczyć co się stało i zareagowali tak samo. McKagan cały poczerwieniał na twarzy.
- No już wypierdalać padalce! - porządnie okrył mnie kołdrą. Również zaczęłam się śmiać. reszta jakoś zebrała zwłoki z ziemi i opuściła pomieszczenie.
- Byłeś wspaniały Michael...- tak byłam jedną z tych osób, które miały prawo mówić do niego po imieniu.
- Się wie - cmoknął mnie w policzek naciagnął na siebie bokserki  i wstał. Również miałam taki zamiar, ale gdy tylko ustałam na nogach na twarzy pojawił mi się grymas bólu. Zrobiłam proszące oczka.
- Duffy zaniesiesz mnie? - tylko się zaśmiał i wziął mnie na ramiona.
***
Szatynka siedziała w milczeniu wpatrując się w fale rozbijające się o brzeg, chłopak obok niej również milczał. Dziewczyna skończyła palić papierosa. Wstali i ruszyli w stronę swojego osiedla. Dzisiaj był ostatni dzień kiedy mogli być razem, prawdopodobnie już nigdy się nie spotkają.
- Adam...
- Hmmm?
- Jak ty to robisz, że jesteś takim dobrym przyjacielem?
- Co to za pytanie?
- Bo ja chyba nie jestem i chcę wie...
- Znowu zamartwiasz się Axlem i Saulm? - zdziwiło ją, że zapamiętał ich imiona - Przestań jestem pewny, że jesteś świetną przyjaciółką... Przynajmniej w stosunku do mnie...-  Dziewczyna uśmiechnęła się. W ciągu zaledwie tygodnia bardzo się do niego przywiązała. Rozeszli się do mieszkań. Byli umówieni za 10 minut. Kristen zabrała papierosy i Danielsa. Jak dobrze, że nie zabrali mi go na lotnisku... pomyślała. Chociaż w taki sposób mogła odwdzięczyć się im za wspaniałą znajomość. Razem z Rudą opuściły mieszkanie i znaną już trasą dotarły do opuszczonego wagonu. Reszcie na widok Marlborców i Whiskey oczy zrobiły się jak pięciozłotówki.
***
Przez całą drogę do Ameryki Kristen nie zmrużyła oka. Myślała, myślała, aż w końcu wymyśliła. Mogła zrobić tylko jedno.

STACJA 41
Nowy Jork 5.09.2023 roku
Szczupła kobieta siedziała przy stole przeglądając czasopismo, co jakiś czas zerkała na miasto przez wielkie okna zajmujące całą ścianę nowoczesnego pokoju. W głośnikach leciała piosenka polskiego zespołu KSU. Niepewnie nuciła pod nosem teks z wyraźnym amerykańskim akcentem. Była ubrana w czarne poszarpane rurki i przydużą koszulkę z logo Ramones. Jej proste brązowe włosy sięgały po biodra. Nie była w mieszkaniu sama. Na kanapie przed telewizorem siedział jej obecny partner. Do pokoju weszła mała dziewczynka. Nie miała więcej niż 10 lat. Była idealną kopią swojej matki z jednym wyjątkiem. Zamiast brązowych oczu miała zielone. Podbiegła do mamy i stanęła przed nią z poważną minką. Kobieta uniosła wzrok znad gazety i uśmiechnęła się do swojego brzdąca. Za każdym razem gdy patrzyła na córkę była z niej dumna. Zamiast chodzić w różowych ubraniach i oglądać głupkowate bajki jej córeczka chodziła w T-shirtach z zespołami i w pełni poświęcała się swoim zainteresowaniom - muzyce i rysowaniu. Anna była taka z wyboru, nikt jej do tego nie przymuszał. Ona po prostu chciała być taka jak jej rodzicielka.
- Mamusiu...
- Tak kochanie?
- Dzisiaj pani Nelson nakrzyczała na mnie, że napisałam nie swoje nazwisko na teście. Ale ja napisałam swoje nazwisko, bo inne dzieci mają te same nazwiska co rodzice więc ja też mam na nazwisko Carver, prawda...- w oczach kobiety zebrały się łzy jednak szybko się uspokoiła.
- Widzisz skarbie, bo- szukała odpowiednich słów, a ich rozmową zainteresował się wcześniej wspomniany Paul. Rzuciła mu niespokojne spojrzenie chciała powiedzieć jej prawdę, wiedziała czym może grozić zatajenie przed dzieckiem istotnych faktów. - Rodzice twoich kolegów pewnie brali ślub- mała trzepnęła głową.- noooo, a - mężczyzna robił się coraz bardziej nie spokojny. - ja i twój tatuś nie braliśmy ślubu i ja mam swoje nazwisko, a ty tatusia...
- A nam pan na religii mówił, że to nie ładnie żyć bez ślubu
- Wiem skarbie, ale nie mięliśmy wyjścia.- dziewczynka wyraźnie się nad czymś zastanawiała.
- Ale przecież Paul ma na nazwisko Stevenson, a nie tak jak ja.
- B-bo- mężczyzna pokręcił głową na znak że ma przerwać konwersację, ale ona wiedziała swoje. - Bo Paul nie jest twoim ojcem.
- Co ty robisz- już nie wytrzymał- niszczysz wszystko nad czym pracowaliśmy, jesteś taka sama jak on. Nigdy nie powinnaś mieć dzieci. - zaczął ubierać kurtkę- nie wiem jak mogłem związać się z taka wariatką- trzasnął drzwiami opuszczając apartament. Nie kochała go, była z nim tylko po to żeby stworzyć córce w miarę normalną rodzinę, ale... I tak zabolało. Pojedyncza łza słynęła jej po policzku. Ann nawet nie zwróciła na to uwagi. Otarła mamie łzę i dalej czekała na wyjaśnienia.
- Twój tata ma na nazwisko Rose- wzięła głęboki oddech- William Axl Rose- mała zrobiła wielkie oczy. Znała tą osobę bardzo dobrze. Był wokalistą w jej ulubionym zespole. Tym samym którego logo widniało na jej koszulce.
***
Trzy lata później
Dwie trzynastolatki siedziały w pokoju na poddaszu. Wpatrywały się w sobie w oczy. Jedna miała do przekazania drugiej bardzo ważną informację.
- Ale obiecujesz, że mi uwierzysz?
- Nie wiem.
-Ale nie będziesz się śmiać?
- Okej.
- Dobra więc - szatynka odetchnęła - mój ojciec to sam Axl Rose
- Pfffffff... ta, a mój to James Hetfield
- Na serio- żachnęła się
- Wybacz Ann, ale nie umiem w to uwierzyć...
- Chodź- pociągnęła niedowiarka za rękę i zeszła do salonu. Z wielkiego regału wyjęła jeden z licznych albumów. Na pierwszym zdjęciu stało 8 osób. Od lewej: wysoki blondyn w towarzystwie uśmiechniętej brunetki, roześmiany blondynek z włosami rzekomo przypominającymi Popcorn, blady brunet obejmujący długowłosą blondynkę, potem Mulat z burzą czarnych loków i cylindrem na głowie, który wyciągał w kierunku aparatu butelkę Danielsa, i na samym końcu rudy chłopak, który lizał się z samą Kristen Carver - matką Ann. Rose przewracała kolejne strony pokazując coraz więcej dowodów.
- Osz kurwa... wszystko się zgadza.- popatrzyła na przyjaciółkę- te oczy i głos
- No wiem- zaskrzeczała szatynka z łobuzerskim uśmieszkiem na twarzy. (identycznym jak jej ojciec)
***
Kolejne 3 lata później
- Mamooooooooo... opowiedz nam jeszcze raz jak poznałaś tatę!
- Właśnie pani Carver prosiiiiimyyyyyy
- Ehhh... no więc pokłóciłam się z moją mamą i postanowiłam...- zaczęła setny raz opowiadać tą historię, a potem następną i kolejną...
- Słyszała pani, że ostatnio rozwiódł się z tą całą Erin Everly?
- Nie Claudia nie słyszałam, nie śledzę jego związków.
***
W tym samym czasie Los Angeles
AXL
Stepahanie poszła wziąć prysznic. Oczywiście przed chwilą się pieprzyliśmy.  W sumie to jedyne co robimy... No, ale cóż. Nikt mi jej nie zastąpi była zbyt idealna. Rozejrzałem się po moim czarnym mieszkaniu. Z szuflady stolika nocnego wyjąłem jej fotografię. Dotknąłem tej pięknej twarzy umieszczonej na zdjęciu. Po moim policzku słynęła łza
- nawet nie wiesz jak chciałbym cofnąć czas...
***
Kilka dni później
- Mamo, mamo, mamo, mamoooooooooo!!!!
- Co, co, co, co, cooooooo?!
- Nie uwierzysz...
- No nie.
- W tym miesiącu, tutaj w NY będzie koncert. Gunsów!!!
- No i co w związku z tym.
- No proszę, proszę, proszę... Nie musisz iść ze mną jak nie dasz rady. Pójdę sama...znaczy no z Claudią. - zrobiła oczka proszącego szczeniaczka.
- Sama nigdzie nie pójdziesz!
- Więc chodź ze mną. Wiesz że zawsze chciałam ich zobaczyć...
- Skarbie rozumiem, ale ty też zrozum że jest mi ciężko...
- Dlatego powinnaś się zgodzić, żebym poszła sama.
- Jak byłaś ode mnie starsza o rok to już bawiłaś się w klubach nie wspominając, że uciekłaś z domu.
- A jednak byłam rok starsza.
- To znaczy że w przyszłym roku mogę wychodzić sama?
-Nie odbiegaj od tematu.
- No to jak będzie
-…-westchnięcie
- Dobrze już dobrze, pójdę z tobą.- dziewczyna rzuciła się jej na szyję
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję! jesteś super mamo, na pewno dasz rade wierzę w ciebie- pobiegła o schodach na górę- idę na koncert Gunsów, na koncert Gunsów, aha, aha...
Carver tylko pokręciła głową.
- I w co ja się wpakowałam - podeszła do telefonu i wykręciła dobrze znany jej numer
- Ann... Tak to ja, słuchaj mam prośbę...
***
7 listopada (dzień przed urodzinami Ann Rose)
- Czyli pamiętajcie kiedy zaczną się bisy macie być przy mnie. I nie obchodzi mnie jak to zrobicie żeby się nie zgubić...
- Dobrze mamo...- Ann chciała coś jeszcze powiedzieć, ale przerwał jej sam Axl wbiegając na scenę.
- Come on, come on, come on, wake up people! Time to die!!!!- kobieta zaśmiała się na wspomnienie pierwszego dnia wakacji '13 roku i po chwili zaczęła się kołysać w takt dobrze jej znanego Welcome to the Jungle.
- Dziewczyny chodźcie za mną! - wrzasnęła i razem z oszalałymi szesnastolatkami zaczęła przeciskać się w stronę sceny.
Koncert mijał, kilka  razy na jej twarzy pojawiał się uśmiech, innymi razy łzy. Nadszedł moment trzeciego bisu. Kiedy Duff podszedł do wokalisty coś mu powiedzieć, była pewna że się na nią spojrzał. Nie martwiła się jednak tym że ktokolwiek ją pozna bo jedno na pewno się nie zmieniło. Gunsi nadal lubili być przynajmniej lekko znieczuleni, podczas koncertu.
 Wybrzmiały ostatnie dźwięki gitar, ostatnie uderzenia w bębny. Wszyscy zaczęli kierować się do wyjścia z wyjątkiem 3 osób nadal stojących na płycie. Dwie dziewczyny towarzyszyły ostro wykłócającej się z ochroniarzem kobiecie.
- Mówi pani, że nazywa się pani Carver, Kristen Carver- drągal podrapał się po głowie.
- Ej Brad jakiś problem?
- No ta babka to podobno znajoma zespołu, chce wejść...
- Kristen Carver- rzuciła w stronę drugiego ubranego na czarno osiłka, który patrzył na nią pytająco.
- Coś mi świta... Chyba laska Duff'a coś mi o tym mówiła...
- Ann Smith- warknęła
- Dobra wpuść ją.
- Sęk w tym, że nie ja wchodzę tylko moja córka. - Anna zrobiła wielkie oczy
- Dasz radę skarbie - szepnęła jej na ucho gdy ochroniarz ją przeszukiwał. - ciocia Ann cię odwiezie. Wszystkiego najlepszego - Dopiero teraz dotarło do niej to imię i nazwisko. Ciocia Ann... to po niej miała imię... Ale co ona robi u Gunsów. Przypomniała sobie zdjęcie w albumie mamy. Osz kurwa ona chodzi z Duffem, Ann idiotko...
- Jesteś wielka mamo-cmoknęła ją w policzek i pobiegła za ochroniarzem. Mężczyzna podsadził ją żeby weszła na scenę. Za chwilę miała poznać swoich idoli i... swojego tatę. Schowała strach do kieszeni i włączyła racjonalne myślenie. W końcu dotarli do dużego pomieszczenia. Na kanapie siedziały trzy osoby. Znała tylko jedną z nich, ciocia Ann idealnie rok temu była na jej urodzinach. Obok niej był sam Duff McKagan, dalej Gilby Clark, reszta była nie obecna.
- O matko Ann tak dawno cię nie wiedziałam - kobieta uściskała swoją... po części siostrzenicę.
- No przyszłam poznać najbliższą rodzinę...- zaśmiała się nerwowo.
- Czy ja cię z kontś nie znam- zamarła słysząc głos dla niej niewątpliwie najlepszego basisty świata.
- Duffy… to jest córka Kristen.
- Tej Kristen?-wybałuszył oczy- ale z kont ty...
- Wyjaśnię ci później.
Blondyn wstał z kanapy- Ja pierdolę... Córka Kristen...- patrzył na nią z otwartą buzią
- Hej jestem Ann- uśmiechnęła się do imienniczki- ale jak ciocia jest w pobliżu to jestem Madeline, a najlepiej Mad - wyciągnęła do niego rękę. Patrzył to na swoją żonę to na przybyłą.
- Skoro, ona jest ciocią to...to ja jestem twoim wujkiem?
- Noooo tak jakby...
- Ale zajebiście- przytulił zdezorientowaną szatynkę.
- Jesteś stanowczo za wysoki...- Smith wybuchła śmiechem
- Co tu się dzieje do chuja?- ten głos Maddy poznałaby wszędzie i do tego ta czarna szopa...
- O kuźwa...o wymsknęło jej się. Wielbiła całe GnR(oczywiście stare) ale Slash był jej absolutnym bogiem... Poczuła jak nogi sie pod nią ugięły.
- No, no Hudson masz fankę w rodzinie. Wystarczyło mu tylko jedno spojrzenie, a już wiedział kto przed nim stoi... Również wyściskał szatynkę- Wdałaś się w matkę- posłał jej promienny uśmiech
- Na świętego Hendrixa jestem w jebanym Niebie..- wszyscy wybuchli śmiechem, za wyjątkiem zdezorientowanego Clarka. Usiedli na kanapie a do pomieszczenia wszedł Matt
- Jak jakaś dziwka to do Rose'a. Saul i McKagan już chcieli coś powiedzieć, ale Mad wstała z kanapy i zaprezentowała na Macie piękny przykład prawego sierpowego.
- T y l k o n i e d z i w k a- wysyczała i z powrotem zajęła swoje miejsce. Już ją lubię - przemknęło rzez myśl Duffowi
- Moja krew- zaśmiał się Kudłacz. Dopiero po chwili dotarło do niego znaczenie tych słów. Ann zauważyła jego obawy i tylko pokiwała przecząco głową...
- No to...
- Ann albo Mad jak wolisz- posłała mu serdeczny uśmiech...
- Widzę, że Kristen nie znała wielu żeńskich imion- zaśmiał się Duff.
- Więc Ann grasz na czymś?- podstawowe pytanie Slasha
- Na gitarze, perkusji, no i śpiewam- na pierwszy instrument Loczek uśmiechnął się jeszcze bardziej.
- No to pokaż co potrafisz- wskazał na gitarę i wzmacniacz stojące obok niej. Dziewczyna
z delikatnością chwyciła instrument.
- Co mam zagrać?
- Sweet child o'mine- rzucili chórkiem
- Partia Slasha czy Izzy'iego- podkreśliła ostatnie słowo rzucając w stronę Gilby-ego mordercze spojrzenie i zaczęła ustawiać pokrętła piecyka
- Którą wolisz. - zaczęła grać jedyne w swoim rodzaju intro- skończyła pierwszy utwór i od razu zaczęła następny - Rocket Queen tym razem, partię rytmiczną więc bez problemu dołączyła ze śpiewaniem. Kiedy zakończyła popis wszyscy siedzieli z otwartymi ustami. Odstawiła instrument i spuściła wzrok. Czuła że jest cała czerwona na twarzy.
- A wy jeszcze nie spakowani co tu się dzieje- wszyscy chwilowo ogłuchli pod wpływem krzyku Axla który jak zwykle wkurwiony wpadł do pomieszczenia. W oczy rzuciła mu się szatynka siedząca do niego tyłem. Wydawała mu się dziwnie znajoma...
- Kto to i co tu robi?- rzucił zapalając fajkę..
- Też miło cię poznać tato...- odwróciła się w jego stronę. Ćmik wypadł m na podłogę. Zalała go fala wspomnień, ale chwila to nie Kristen. Chociaż była bardzo podobna było kilka różnic. Te lekko rudawe włosy, oczy... były zupełnie jak te które zawsze widzi w lustrze... to były jego oczy.
Chociaż obiecywała sobie, że będzie silna i opanowana, jednak... nie wyszło. Czuła, że zaraz wybuchnie płaczem, pierwsze łezki już spływały jej po twarzy. Rose stał osłupiały powoli docierało do niego to że miał córkę. Miał córkę z największą miłością jego życia. Uświadamiał sobie ile stracił. Nie był przy tym gdy dorastała, gdy stawiała pierwsze kroki gdy przyszła na świat. Odebrano mu to. Drobna dziewczyna wpadła mu w ramiona. Poczuł się wyjątkowo najlepiej na świecie.
- Gratulacje Rose zostałeś ojcem- wykrzykną Sorum
- Ta szesnaście lat temu - burknęła Ann
- Hej mała już dobrze, słyszysz wszystko okej. - po tych słowach rozryczała się jeszcze bardziej.
- Nic nie jest okej. 6 lat żyłam bez ojca, a wcześniej mama była z jakimś idiotą którego nie kochała. Nie wyobrażasz sobie ile dla mnie zrobiła, ale i tak nie umiała mi zastąpić Ciebie.
- To nie moja wina...
- Właśnie, że twoja! Gdybyś ją lepiej traktował nie byłaby taka rozdarta między dwie osoby, nie byłaby tak przerażona gdy dowiedziała się o ciąży. Nie uciekłaby. Dbałaby o siebie i nie miała wyrzutów sumienia że mam problemy z oddychaniem, bo paliła podczas ciąży. Ann nie musiałaby was oszukiwać, żeby się z nami spotkać, a ja miałabym ojca.
- Damy radę słyszysz, masz ojca! Nadrobimy te wszystkie lata, tylko powiedz mi - spojrzał jej w oczy - Gdzie jest mama?
- Nie mogę... obiecałam- spojrzała na Ann jednak ta okiwała głową. Jeszcze raz odwróciła się do taty, spuściła wzrok. -21 ulica 3059/102
- Zostawię ci limuzynę, wrócisz do domu
- Ja się nią zajmę- Ann zmaterializowała się tuż obok-  puścił jej mordercze spojrzenie. - jestem jej chrześniaczką Axl.
***
Duff, Slash, Ann i młoda Ann jechali windą. W całym budynku było słychać kłótnię. Nastolatka wydobyła z kieszeni pęk kluczy i otworzyła drzwi
- Wypierdalaj Axl nic po za MOJĄ córką mnie z tobą nie łączy- szklanka przeleciała tuż obok głowy Duffa i rozbiła się na ścianie.
- Chyba raczej NASZĄ córką!
- Nawet nie wiesz kiedy ma urodziny, ani jak ma na imię! Wychowała się bez ojca i już go nie potrzebuje!
- Może zapytaj ją o zdanie!
- W przciwieństwie do ciebie myślę o innych!- wrzasnęła, a butelka po winie przeleciała przez salon.
- Może lepiej że wychowywałam się bez niego- szepnęła Mad, która stała z otwartymi szeroko oczami. Owszem mama mówiła że nie było kolorowo, ale żeby aż tak...
Kristen rzuciła bukiet róż i podeptała
- Nie kocham cię Axl- wychrypiła. Rudy przygwoździł ją do ściany. Rose już chciała wkroczyć, ale ciocia ją zatrzymała.
- Przecież zanim uciekłaś było dobrze...
- Nie nie było dobrze, ale ty tego nie zauważyłeś- splunęła mu w twarz- w tej chwili opuść to pomieszczenie, nie chcę żeby Ann to widziała, słyszysz...- próbował ją pocałować ale tylko dostało mu się po twarzy. Oczywiście musiał oddać.
- Nikt bezkarnie nie uderzy mojej matki- ryknęła Madeline i rzuciła się na Axla. Duff i Saul odciągnęli ją na bok, a ta uciekła do siebie, a za nią matka
- Skarbie wszystko okej?- przytuliła swoją córkę
- Przepraszam mamo, tak bardzo chciałam go poznać- wychlipiała
- Nie skarbie nie masz za co przepraszać. To ja powinnam była nie uciekać...
- Ale wtedy byłabym zupełnie innym człowiekiem. Nie możesz się o to obwiniać do końca życia. Jak widać miałaś powody. Jednak jeśli poczujesz się lepiej to ci wybaczam.
- Ja tobie tez kotku- uśmiechnęły się do siebie.
- Hej dziewczyny wszystko okej?
- Tak Saul w porządku - przytuliła się Ann. On tylko mrugnął do Kristen Nic się nie zmieniła...
- To najdziwniejsze urodziny świata
- Można to jeszcze naprawić
***
- Skarbie rozpakujesz zmywarkę, ja wychodzę - przekrzyczała perkusję.
- Z kim?
- Zobaczysz- cmoknęła córkę w policzek i wyszła z domu. W krótkim czasie dotarła do kawiarni w której była umówiona. Czuła się trochę nieswojo. Wszyscy chodzili w garniturach, eleganckich sukienkach, a  ona jak zwykle glany, poszarpane rurki, prześwitująca koszulka z Led Zeppelin i skórzana ramoneska.
- Jesteś wreszcie- uśmiechnęła się na widok chłopaka, a raczej mężczyzny, który właśnie pożerał ją wzrokiem.
- Nic sie nie zmieniłaś wiesz?
- I nawzajem panie Hudson- puściła mu oczko. - Będziemy siedzieć w tej kawiarni dla snobów czy idziemy w jakieś normalne miejsce. - ludzie z sąsiednich stolików patrzyli na nich jak na dziwolągów.
- Prowadź.
- Szli wolnym spacerkiem, alejkami w parku. Było już zupełnie ciemno. Młodzież pałętała się wszędzie maszerując do klubów czy na domówki. Była w końcu sobota. Rozprawiali o dawnych czasach, Hellhouse, Whisky, Raibow, Roxy... Tematów do rozmów nie brakowało jednak panowała cisza.
- Kristen...
- Tak...- spojrzała mu głęboko w oczy
- B-bo-odchrząknął- bp ja cię kocham- ich wargi połączyły się w namiętnym pocałunku.
- Nawet nie wiesz jak tęskniłam...
Szybkim krokiem udali się w stronę mieszkania. Saul nie pewnie chwycił jej dłoń. Wyszczerzyła się do niego w pięknym uśmiechu. Weszli do mieszkania, a szatynka od razu pociągnęła go do swojej sypialni. Chyba złapał o co jej chodzi bo momentalnie przyparł ją do ściany.
- Młoda jest w domu...
- Tak, ale spokojnie... Nie usłyszy nas- w jej oczach tańczyły iskierki porządania. Zaczęła rozpinać mu spodnie, a on nie pozostawał jej dłużny. Po chwili leżeli na łóżku, kompletnie nadzy. Wpatrywał się w jej chude ciało, drobne piersi. Badał ustami każdy centymetr skóry, a ona drżała pod wpływem jego dotyku. W końcu wszedł w nią. Krzyknęła gardłowo na co on tylko się uśmiechnął.
- Wyszłaś z wprawy kochanie. - uśmiechnął się łobuzersko i zwiększył tempo.
2 godziny później
- To był ostatni raz Saul.
- Tak kotku uważaj bo ci uwierzę- cmoknął jej pełne wargi.
- Kocham cię
- Wiem - przytuliła się do jego wyrzeźbionego torsu i zasnęła.
***
- Pięknie wyglądasz skarbie - położył jej ręce na biodrach  ucałował w policzek.
- Saul, bo przypalę naleśniki... - jęknęła starając się nie zwracać na niego uwagi.
- Ekhem- rozległo się za ich plecami. Kudłacz momentalnie zabrał ręce, a Carver obciągnęła swoją koszulkę. Obrócili się w tym samym momencie. Ann stała z założonymi rękami i patrzyła to na swoją mamę czerwoną na twarzy jak piękny burak, to na Slasha który stał ze spuszczoną głową.
- Dajcie spokój myślicie, ze nic nie wiem. Wczoraj słychać was było chyba nawet w central parku.- ugryzła jabłko i uśmiechnęła się do nich.
- I co się szczerzysz? - Ładnie razem wyglądacie. - mrugnęła do Hudsona i wyszła z domu.
***
Kilka miesięcy później
Cała rodzina i przyjaciele zebrali się w jednym miejscu. Przyjechał Izzy z Mad i (ku zaskoczeniu wszystkim) małym synkiem. Adlerek też się pojawił. Nawet Axl siedział w ostatniej ławce i z naburmuszoną miną obserwował otaczające go szczęście. Ann rozmawiała z nowo poznaną ciocią, która była wzruszona tym, że drugie imię dostała właśnie o niej. Wszyscy ze starego składu Guns n Roses rozmawiali i cieszyli się swoją obecnością. Anna podeszła do spiętego Saula.
- Hej spokojnie, wszystko się uda chłopaki.- wyszczerzyła się i przytuliła zestresowanego Kudłacza i Duffa.
- Pięknie wyglądasz...
- Dzięki Slash, a może tato. Nagle wszyscy ucichli. Orkiestra zaczęła grać, a po czerwonym dywanie zaczęła iść Kristen prowadzona rzez samego (werble proszę) Adama, a obok niej Ann ze swoim ojcem u boku. Obie miały na sobie białe sukienki z pełnego koła, bez ramiączek, odcięte w tali. Na nogi założyły skórzane balerinki. Ich piękne, gęste włosy przyozdobione rumiankami były zarzucone na jedno ramię. Saulowi i Duffowi zrobiło się gorąco.
***
- Obrączki- równocześnie Izzy i Adler przetrzepali kieszenie marynarek i podli małe pudełeczko księdzu. Ann stłumiła śmiech, kiedy zobaczyła minę proboszcza i otworzyła malutkie pudełeczka, posyłając Stradlinowi i Steve'mu uroczy uśmiech.

-Czy ty Saul Hudson bierzesz sobie za żonę tę oto kobietę - Kristen Carver



JEŚLI NIE PRZECZYTAŁEŚ TEGO CO JEST NA GÓRZE NA POMARAŃCZOWO TO JESTEŚ IDIOTĄ I LEPIEJ COFNIJ SIĘ DO TEGO C: